Info
Suma podjazdów to 6621 metrów.
Więcej o mnie.
Moje rowery
Wykres roczny
Archiwum bloga
- 2013, Marzec2 - 1
- 2012, Październik2 - 0
- 2012, Wrzesień12 - 0
- 2012, Sierpień23 - 1
- 2012, Lipiec25 - 5
- 2012, Czerwiec20 - 4
- 2012, Maj15 - 2
- 2012, Kwiecień13 - 11
- 2012, Marzec11 - 7
- 2012, Luty4 - 2
- 2012, Styczeń8 - 0
- 2011, Marzec1 - 0
- DST 44.11km
- Czas 01:58
- VAVG 22.43km/h
- VMAX 50.88km/h
- HRmax 204 ( 97%)
- HRavg 186 ( 88%)
- Kalorie 2288kcal
- Sprzęt Rower
- Aktywność Jazda na rowerze
Sielpia maraton - ŚLR
Niedziela, 17 czerwca 2012 · dodano: 17.06.2012 | Komentarze 0
No i pierwszy raz spotkałem się z dwoma dniami ścigania pod rząd. Bałem się tego ponieważ regeneruję się dość wolno (albo wszyscy kłamią, że już ich nogi nie bolą:p) Na szczęście nie poszło na marne czytanie relacji z MTB Trophy i w dniu poprzedzającym maraton zrobiłem sobie profesjonalny masaż wałkiem do ciasta. Nie wiem czy to działa, ważne, że w to wierzyłem :p
Przyszedł dzień maratonu. Na miejsce dotarłem koło 10, a start o 11 więc czym prędzej złożyłem sprzęt, przebrałem się i ruszyłem na rozgrzewkę. Po skończonej rozgrzewce chcę już wchodzić do sektora gdy moje jelita postanowiły wydać na świat owoc w postaci kału. No żesz K*%wa mać pomyślałem. No nic szybko do samochodu po papier i do Toi Toi'a. Na szczęście gdy wyszedłem z sali królów, w sektorze nie było wiele osób i zająłem pozycję w drugiej linii. Chyba wiem dlaczego było tam tak pusto. Słońce i temperatura dawała we znaki i sporo osób czekało w cieniu do samego końca. W sumie obawa wykitowania przed samym startem jest dość uzasadniona :}
Początek po ubitym szutrze, nierównym asfalcie. Czołówka już się formuje, a ja tracę do nich jakieś 5m. Nie próbuję utrzymywać dystansu i postanawiam jechać swoim mocnym tempem. Systematycznie tracę do czołówki i po około 10 km znika mi z oczu. Dalszą cześć dystansu jadę w dość niesfornej ok.15os. grupie. Cały czas ktoś próbuje się wyrwać. Nie lubię takiej szarpanej jazdy. Przed bufetem nasza grupa się rozpada i wraz 2 innymi zawodnikami kontynuowaliśmy jazdę. Na początku dawaliśmy wszyscy mocne zmiany. Pod koniec tylko ja i kolega z Ponidzia MTB TEAM. Nasza praca opłaciła się, szczególnie w moim przypadku gdyż na około 2 km przed metą dogoniłem innego juniora. Grzecznie się odezwałem, żeby nie udawać cichociemnego. Zostało jakieś 500m terenu. Pomyślałem, że zaatakuję przed ostatnim zakrętem na metę. Wyjeżdżamy z lasu i kolega przede mną zaczął zwalniać i pilnie mnie obserwował. Wjechaliśmy na przedostatnią prostą, wiedziałem, że mam znaczną przewagę dzięki temu, że jechałem jako drugi. W końcu zaatakowałem i krzesałem z siebie jak najwięcej siły. Na zakręcie odwróciłem się i zobaczyłem, że kolega zwątpił i nie walczy do samej mety. To nie był jego dzień...
Jak się potem okazało dzięki temu sprintowi udało mi się pierwszy raz w tym sezonie wejść na szerokie pudło. Liczyłem, że dostanę bidon, jednak tym razem trafiłem na specowskie chwyty. Dobre i to :p
Miejsce OPEN 25 MJ 5